Anna Maria Żukowska przyznała w środę, że 38 tys. zł kilometrówki, które pobrała z Sejmu, to zwrot za piesze dojście do pracy. 'Przeliczyłam zużycie butów, kalorie i stawy. Wyszło 150 zł za 1,7 km' – powiedziała, dodając, że ustawa nie definiuje pojazdu. Rzecznik Kancelarii Sejmu przyznaje, że literalnie nie ma zakazu.